Na początku czerwca Kluszkowce zostały opanowane przez rowery. Od piątku do niedzieli działo się dużo. Szczegóły są na oficjalnej stronie, a poniżej moja krótka relacja i klika zdjęć.
Do Kluszkowców przyjechaliśmy w piątek wieczorem. Oczywiście najgorszym odcinkiem całej drogi była odwodnica Krakowa, na której straciliśmy około 40 minut przesuwając się w ślimaczym tempie od bramek na Balicach do zjazdu na zakopiankę! Wieczorem zdążyliśmy jeszcze zaliczyć finał pumptracka i zrobić rozpoznanie w miasteczku festiwalowym.

W sobotę był Air Bag, Longest Jump i chyba najbardziej widowiskowy Marin Whip Contest. Poniżej kilka zdjęć z treningu do Whipa. Oczywiście w sobotę nie mogło się obyć bez zakupów w miasteczku festiwalowym. FOX wiecznie żywy =]










Cała impreza była świetna. Klimat, organizacja, miejsce… super. Żeby nie było tak słodko, to na koniec trochę się doczepię. Przydało by się kilka foodtrucków na terenie festiwalu. Była jakaś knajpa w lokalnym hotelu, ale to zdecydowanie za mało na ilość ludzi jaka przyjechała na Joyride. Efekt był taki, że lokalna Żabka była oblegana przez cały weekend.
Na koniec dwa zdania o samym miejscu. Kluszkowce. Pięknie położona, niewielka wioska. Może być świetną bazą wypadową. 15km do Niedzicy, 16km do Szczawnicy, 45km do Zakopanego. Pieniny, Gorce a nawet Tatry w zasięgu. Szczawnica pełna ludzi, Zakopane pełne ludzi, a Kluszkowce- cisza i spokój.



Skoro już byliśmy w Kluszkowcach, to pojechaliśmy zobaczyć na żywo najbardziej znany widok z dwoma zamkami- do Niedzicy.

Nie było tego w planie, ale obiad zjedliśmy w Karczmie Hajduk. Ocena w Google niby słaba, ale nam wszystko smakowało. Bardzo dobre naleśniki i placki ziemniaczane. Pierwszy raz w życiu jadłem pizze z z boczkiem, serem góralskim i żurawiną. Była zdecydowanie lepsza niż się spodziewałem.

1 komentarz
1 pingback